Majorka poza pocztówką

Majorka kojarzy się przede wszystkim ze słońcem, plażami, palmami i wakacyjnymi zdjęciami. I trudno się temu dziwić. Wyspa rzeczywiście potrafi wyglądać jak gotowa pocztówka. Turkusowa woda, góry schodzące niemal do morza, małe zatoki i miejscowości, w których kamienne domy stoją przy wąskich uliczkach.

Ale im dłużej jest się na Majorce, tym mniej interesująca staje się sama pocztówka.

Zaczyna się zauważać rzeczy znacznie zwyklejsze.

Poranne światło. Zapach nagrzanej ziemi. Ciszę poza sezonem. Starszych ludzi siedzących przed domami. Małe bary, do których nie zaglądają turyści. Psy spacerujące ze swoimi właścicielami. Przydrożne warsztaty, stare samochody, lokalne sklepy i zwyczajny rytm życia ludzi, dla których wyspa nie jest wakacyjną destynacją, tylko domem.

I właśnie ta Majorka interesuje mnie najbardziej.

Wyspa zupełnie inna poza sezonem

Latem Majorka jest intensywna. Pełna ludzi, samochodów, restauracji i życia toczącego się do późnego wieczora.

Po sezonie zmienia się niemal nie do poznania.

Plaże pustoszeją. W wielu miejscach można przejść kilka kilometrów i spotkać tylko pojedyncze osoby. Wieczory robią się chłodniejsze, a wyspa odzyskuje swój naturalny rytm.

Wtedy szczególnie dobrze widać, że Majorka nie jest wyłącznie wielkim kurortem.

Jest normalnym miejscem do życia.

Ma swoje codzienne problemy, zwyczaje, lokalne społeczności i tempo, które znacznie różni się od tego, czego doświadcza człowiek podczas tygodniowych wakacji.

Najciekawsze miejsca nie zawsze mają tabliczkę „atrakcja”

Z czasem coraz mniej ciągnie mnie do miejsc znajdujących się na pierwszych stronach przewodników.

Znacznie ciekawsze bywają przypadkowo znalezione drogi, niewielkie miejscowości czy miejsca, których nazwy trudno później przypomnieć.

Czasami wystarczy skręcić z głównej drogi.

Za chwilę kończy się asfalt, zaczynają się kamienne murki, drzewa oliwne i pola. Gdzieś stoi stary dom, gdzieś niewielkie gospodarstwo. W oddali widać góry Serra de Tramuntana albo morze.

Nie dzieje się nic szczególnego.

I właśnie dlatego jest dobrze.

Lubię takie miejsca bardziej niż kolejne punkty, które koniecznie trzeba „zaliczyć”.

Majorka uczy patrzeć trochę wolniej

Na wyspie łatwo zauważyć, jak często na co dzień funkcjonujemy zadaniowo.

Dokąd jedziemy?

Co jeszcze trzeba zrobić?

Co zobaczyć?

Co kupić?

Co sfotografować?

Tymczasem jedne z najlepszych chwil pojawiają się wtedy, kiedy właściwie nie dzieje się nic.

Kawa wypita bez pośpiechu. Droga, którą jedzie się bez konkretnego celu. Rozmowa. Spacer. Praca przy czymś własnymi rękami. Wieczór spędzony na zewnątrz.

To banalne rzeczy, ale chyba właśnie dlatego łatwo o nich zapomnieć.

Nie idealizuję wyspy

Majorka ma też drugą stronę.

Latem bywa tłoczno. Ceny w wielu miejscach są wysokie. Ruch turystyczny potrafi być męczący. Nie wszystkie miejscowości są piękne, a nie każdy fragment wyspy przypomina zdjęcia z folderów biur podróży.

I chyba dobrze.

Bo miejsce, które jest naprawdę interesujące, nie musi być idealne.

Może być trochę nieuporządkowane, czasami głośne, czasami puste, czasami zachwycające, a innym razem zupełnie zwyczajne.

Dopiero wtedy staje się prawdziwe.

Poza pocztówką

Najbardziej lubię Majorkę właśnie wtedy, kiedy przestaje próbować robić wrażenie.

Kiedy nie patrzę na nią jak turysta szukający kolejnej atrakcji.

Kiedy można po prostu gdzieś pojechać, zatrzymać się, coś zrobić, porozmawiać albo przez chwilę niczego nie planować.

Pocztówkowa Majorka jest piękna.

Ale ta zwyczajna jest dla mnie znacznie ciekawsza.

O autorze

Tomasz Wachowiak – psychoterapeuta, autor strony tomaszwachowiak.pl. Po godzinach interesuje się podróżami, Majorką, majsterkowaniem, nowymi technologiami i wszystkim, co pozwala na chwilę wyjść poza zawodową codzienność. W cyklu „Po godzinach” pisze o miejscach, zainteresowaniach i zwyczajnych rzeczach, które przykuwają jego uwagę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *